Felinoterapia

Historia udamawiania zwierząt sięga czasu, kiedy ludzkość trudniła się zbieractwem oraz łowiectwem.  Jednym z pierwszych oswojonych zwierząt był pies, kolejne to owce, kozy, konie oraz oczywiście koty. Z czasem ludzie zaczęli wykorzystywać zwierzęta również do leczenia różnych dolegliwości, aż w roku  1964r. Levinson użył po raz pierwszy określenia „terapia z udziałem zwierząt”. Najpopularniejsze terapie z wykorzystaniem zwierząt to hipoterapia oraz dogoterapia, które są tak popularnymi metodami leczenia, że nikogo już nie dziwią. Psy są powszechnie uważane za zwierzęta szczere i towarzyskie, chętne do pomocy, koty zaś zyskały opinię niezależnych, czasem złośliwych indywidualistów. Mało kto wie, że także koty mają swój udział w leczeniu ludzi, a metoda leczenia z udziałem kota nosi nazwę felinoterapii.

Historia felinoterapii

W Polsce kot zajmuje drugie miejsce na liście najczęściej posiadanych zwierząt, w Europie natomiast jest najpopularniejszym pupilem. Za pionierkę terapii z udziałem kotów uważa się Nise da Silveira, która jako pierwsza na swój oddział psychiatryczny wprowadziła koty. Na zachodzie leczenie za pomocą kotów jest szeroko wykorzystywane, o czym napiszę więcej nieco później. W Polsce felinoterapia pojawiła się w 2005r. za sprawą Mirosława Tomasza Wende, założyciela fundacji ”Mruczący Terapeuta”.

Wybór kota do felinoterapii

Przyszły koci terapeuta nie musi wywodzić się z jakiejś konkretnej rasy, choć poleca się między innymi koty rasy ragdolle, koty kartuskie czy meine coon. Na szczególną uwagę zasługują być może koty rasy ragdolle (rag doll – ang. szmaciana lalka), które potrafią niezwykle rozluźnić się gdy są podnoszone czy głaskane. Przeważnie lubią dzieci i dobrze tolerują obecność innych kotów.

 

Koci terapeuci nie są szkoleni, jak ma to miejsce w przypadku psów, wykorzystuje się ich wrodzone umiejętności. Nie bez znaczenia jest wieź z właścicielem, gdyż to właśnie opiekun stanowi istotny element całej terapii. Główne cech kota-terapeuty to otwartość na nowych ludzi i ich dotyk oraz częste czynności higieniczne (jak np. szczotkowanie). Kot musi być także przygotowany na kontakt z innymi zwierzętami. Nieobce powinny mu być również wszelkie zagadnienia związane z logistyką jak obroże, transportery czy warkot samochodu. Duże znaczenie  mają także wymogi sanitarne, które kot powinien spełniać aby nie stanowić zagrożenia epidemiologicznego. Umiejętności pary: kot-człowiek weryfikuje fundacja ”Mruczący Terapeuta”. Dopiero tak przygotowany kot, posiadający odpowiednie predyspozycje i więź z opiekunem rozpoczyna swoją pracę.

Fizyczne działanie kota

Głaskanie czy opieka nad kotem wymagają czynności manipulacyjnych. Przytulenie kota jest o wiele ciekawszym i przyjemniejszym ćwiczeniem rąk niż ćwiczenia na przyrządach. Dodatkowy bodziec stymulujący zmysł dotyku stanowi faktura puszystego pupila. Sam kot ma wyższą temperaturę właściwą niż człowiek, co pozytywnie wpływa na rozluźnienie mięśni oraz ukrwienie (np. w przypadku chorób zwyrodnieniowych). Powszechnie uznaje się, że koty kładą się w miejscach bolesnych. Dzieje się tak dlatego, że sierść kota naładowana jest ujemnie, a z kolei stan zapalny w ciele człowieka dodatnio. Kontakt zmienionego zapalnie miejsca z ujemnie naładowanym zwierzakiem skutkuje zmniejszeniem dolegliwości bólowych. Kojąco działa także mruczenie.

Oddziaływanie kota na psychikę

Skuteczność felinoterapii zauważono w przypadku osób cierpiących na autyzm. U tych pacjentów czasem nawet pies może stanowić zbyt dużą ingerencję w ich świat, w takich przypadkach pojawia się pole do popisu dla kota. Nie jest on intruzem, dzięki swojej subtelnej, nienarzucającej się naturze powoli staje się fragmentem rzeczywistości pacjenta z autyzmem. Kot nie próbuje wymusić na dziecku określonego zachowania, swoją postawą i cierpliwością zachęca do tego, by dziecko samo, w swoim tempie poznało kota, który poza głaskaniem niczego nie oczekuje. Dzięki procesowi leczenia zainicjowanemu przez kota możliwe staje się użycie innych metod terapii.

Koty są pomocne także w terapii osób starszych oraz pacjentów hospicjum. Pozwalają one przełamać samotność, poprawiają samopoczucie, a możliwość opieki nad nimi daje dodatkowe zajęcie. Kolejnym atutem kota w przypadku leczenia osób starszych jest to, że koty są samodzielne, więc łatwiej wziąć je pod swoją opiekę.

Kiedy pomaga kot.

Felinoterapia, jak już wcześniej wspomniałem, może być wykorzystana z powodzeniem w pracy z osobami starszymi oraz osobami cierpiącymi na autyzm, zespół Downa, ADHD, mózgowe porażenie dziecięce, zaburzenia integracji sensorycznej, z osobami niewidomymi, niesłyszącymi, czy poddanymi nadmiernemu stresowi itd. Wykorzystuje się tu zarówno fizyczne jak i emocjonalne działanie kota, a terapia może być prowadzona zarówno w ośrodkach, jak i w domu chorego. Pomoc niesie nie tylko kot. Również jego opiekun, wykorzystując swoją empatię i wiedzę jest istotnym uzupełnieniem pracy wykonywanej przez kota.

Pozytywne działanie kotów mieli okazję odczuć także osadzeni w zakładach karnych, zauważono, że koty mają na nich kojący wpływ. Tam felinoterapia przybrała formę opieki nad kotami w schronisku. Warto zauważyć, że po odbyciu wyroków wielu osadzonych adoptowało swoich podopiecznych, dzięki czemu odsiadka kończyła się także dla kotów, dotychczas pozbawionych domu. Powyższy przykład dowodzi, że sama opieka nad kotem może stać się terapią. Warte podkreślenia jest to, jak motywujące potrafią być zwierzęta. Nie oceniają kiedy dziecko próbuje czytać, a status człowieka nie ma dla ich znaczenia, nie osądzają go za to co zrobił, a w swoich reakcjach są szczere.

Reasumując – felinoterapia jest wartą uwagi formą leczenia. Wprawdzie nie pełni ona roli wiodącej w terapii i powinna być łączona z innymi metodami, ale należy pamiętać, że czasami właśnie kot może być pierwszą istotą, który pozwala dotrzeć do chorego z pomocą.

Bibliografia:

  1. Goleman M. i wsp. Felinoterapia jako alternatywna forma terapii z udziałem zwierząt. Med. Weter., 2012, 68(12), s 732-735.
  2. Chmiel K. i wsp. Terapie z udziałem zwierząt w rehabilitacji różnych form niepełnosprawności. Probi. Hig. Epidemiol. 2014, 95(3), s. 591-595.

Dodaj komentarz

*