Żałoba

Żałoba – gdy coś pójdzie nie tak.

W związki z obchodzonymi w Polsce Świętami Zmarłych wypada skorzystać z chwili refleksji nad przemijaniem w jakiej się znaleźliśmy i napisać parę słów na temat żałoby. Zastanawiałam się jednak, co nowego mogłabym wnieść do tematu, zwłaszcza, że świadomość ludzi na temat procesu żałoby i jej etapów jest bardzo duża. Wydaje się, że wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że proces żałoby ma charakter stadialny, że stadia te nie są sztywne, lecz zmieniają się we właściwy dla danej osoby sposób, a żal podobny żałobie można odczuwać nie tylko po stracie bliskiej osoby, ale i wówczas gdy utraci się zdrowie, pozycję społeczną, lub nawet niektóre wyobrażenia czy marzenia. Wobec tego postanowiłam napisać, co może się stać, jeśli proces żałoby zostanie w jakimś sensie zablokowany.

Proces żałoby. 

Na początek trzeba wytłumaczyć w obszarze jakiej teorii będziemy się poruszać. Teoria relacji z obiektem zakłada (między innymi), że w toku życia, na skutek rozmaitych doświadczeń, ale także dzięki wrodzonym predyspozycjom włączamy do naszego „ja” ważne cechy innych osób, a nawet całe osoby, integrując ich postacie z tym co nazywamy „sobą”. Zwykle włączamy we własne struktury postacie rodziców, z całym dobrodziejstwem inwentarza – możemy dostrzec w sobie ich dobre i złe cechy, często pomimo usilnych starań by odciąć się od ich wpływu. Dzięki obiektom wewnętrznym możemy być w relacji z innymi ludźmi, obiekty te są rodzajem „oprogramowania”, które umożliwia nam rozumienie innych, ich dążeń, potrzeb i motywacji. Self-obiekty to reprezentacje osób, służące nam zaspokajaniu różnych potrzeb, co może się odbywać w sposób dojrzały (np. skorzystanie z ramienia przyjaciela, na którym można się wypłakać) jak również zaburzony (np. malowanie obrazu nie z własnego wnętrza ale po to, by spodobać się innym i zyskać aplauz).
Osobie pogrążonej w żałobie zdarza się odczuwać ból psychiczny na granicy fizycznego, jakby ktoś wydarł kawałek serca i rzeczywiście coś w tym jest. W toku normalnej żałoby, człowiek doświadczający straty, pomału żegna się ze zmarłym i odkrywa, że zachowuje w sobie część tej osoby, pamięć wzajemnej relacji, istniejącą pomimo realnie przeżywanej straty. Odkrywa, że rodzaj więzi pomiędzy nimi to nowa jakość, która istnieje niezależnie od osób zaangażowanych i tego, czy żyją czy nie. Bardzo trudno mi to wyjaśnić, okłamywanie siebie, że ten kto odszedł faktycznie nie umarł i rozmawianie z tą osobą co wieczór nie jest istotą prawidłowo zakończonej żałoby, podobnie jak nie jest nią konstatacja, że nic się nie stało, bo wsparcie, które zmarły dawał można zapewnić sobie samemu. Mimo wszystko da się odczuć, kiedy żałoba pozwoliła człowiekowi zintegrować się na wyższym poziomie, a kiedy doprowadziła do rozpadu jego integralności. Poniższe przykłady porażki w przeżywaniu procesu żałoby nie są bynajmniej jedynymi, jakie mogą wystąpić. Jest to jedynie owoc moich przemyśleń, zapewne wymagający pewnego szlifu. Można je traktować jako inspirację do własnych rozważań.

1. Żałobabrak zgody na odejście.

Wydaje mi się, że osoby targane licznymi konfliktami wewnętrznymi mogą gorzej reagować na stratę, bo dla nich człowiek, który odszedł był gwarantem spójności. To tak, jakby uznać drugą osobę za magnes, spajający wszystkie nasze części, których w inny sposób nie da się połączyć, np. dlatego, że brakuje do tego „woli”, ego jest za słabe. Wówczas, kiedy bliska osoba umiera wydaje się, że magnes został utracony bezpowrotnie i dochodzi do dezintegracji, rozpadu ja, co może prowadzić nawet do tzw. osunięć psychotycznych. Powiedzielibyśmy wtedy, że ktoś oszalał z żalu. Z lękiem przed rozpadem można radzić sobie na różne sposoby. Można na przykład zanegować śmierć, zachowywać się tak, jakby jej nie było. Można też próbować przekonywać się, że osoba która zmarła nie miała aż tak dużego znaczenia, albo poszukać innego, zewnętrznego magnesu. Odnalezienie spajającej części wewnątrz siebie wymaga najpierw skonfrontowania się ze swoim brakiem, a świadomość wewnętrznej pustki i groza rozpadu “ja” potrafi być tak dotkliwa, że okłamywanie samego siebie jawi się jako lepsza opcja. W ten sposób można utknąć w żałobie, zanim się ona na dobre rozpocznie.

2. Żałoba – tkwienie w żałobie jako sposób zachowania obiektów.

Wyobraźmy sobie kobietę, której narodziny w wyniku powikłań zakończyły się śmiercią matki. Matka kobiety pozostawiła po sobie dwoje starszych dzieci i pogrążonego w żalu męża. Nasza bohaterka nigdy nie usłyszała słowa wyrzutu, jednak całe życie miała poczucie, że zabiła matkę, a ojciec i rodzeństwo woleliby, aby to ona zginęła. W następstwie swoich trudnych początków wykształciła w sobie przekonanie, że macierzyństwo wymaga poświęceń za cenę życia. Sama nie umarła przy porodzie swoich dzieci, ale weszła w patologiczny związek, dla którego straciła życie, w imię dobra dzieci. Mąż jej wprawdzie nie zabił, ale w tym związku nie mogła realizować swojego potencjału i zrezygnowała z twórczego życia. Jej samoudręczenie stało się sposobem na zachowanie relacji ze zmarłą matką, stała się do niej podobna dzięki „poświęceniu” na jakie się zdobyła, a jej życie stanowiło swego rodzaju pokutę za dokonaną przy narodzinach zbrodnię. Jak widać śmierć może położyć się cieniem na życiu, nawet jeśli nie znało się osoby, która odeszła. Wojciech Hańbowski opisuje przykład kobiety, która w wyniku tragicznego wypadku straciła ojca, a jej matka po śmierci męża wdawała się w liczne romanse. Pacjentka samookaleczała się raniąc ręce, ale także niszcząc wszystko dobre, co mogło ją spotkać. Autor pisze: „Można zatem powiedzieć, że umarli rodzice Pauli cały czas żyli w jej wnętrzu, a ona sama była z nimi w ciągłym kontakcie. Niszcząc różne aspekty swojej kobiecości, w fantazjach karała matkę, a doznając bólu na skutek oparzeń, była w kontakcie z umierającym ojcem. Wszystko to tworzy obraz bardzo specyficznej żałoby pacjentki – sytuacji, w której zmarłe osoby nie były wyłącznie częścią jej pamięci, ale także częścią jej życia i działań. […] Paula zdawała się wierzyć, że mając udane życie, zdradzi ludzi ze swego wnętrza, zapomni o nich i straci ich na zawsze.”
Jest niemal pewne, że istnieje znacznie więcej reakcji na żałobę, które mogą prowadzić do powstania lub utrwalenia się różnych trudności. Miarą użyteczności teorii w psychoterapii, są w moim poczuciu efekty leczenia, a każdy pacjent przynoszący do gabinetu swoją historię, staje się inspiracją dla terapeuty, do konstruowania teorii jego osobowości. Wobec powyższego warto dążyć do samopoznania i doświadczania swojego wnętrza, bo każdy z nas prędzej czy później będzie zmuszony do skonfrontowania się ze swoim sposobem na żegnanie ważnych postaci. Każdego z nas spotka kiedyś żałoba.
Bibliografia:
Hańbowski W. W cieniu zmarłego obiektu i inne studia przypadków. Gdańsk 2007, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne;
Symington N. Narcyzm. Nowa teoria. Gdańsk 2013, Wydawnictwo Imago.

Dodaj komentarz

*